• Wpisów: 1917
  • Średnio co: 11 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 15:41
  • Licznik odwiedzin: 19 725 / 925 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
kinzetka
 
Dziś odebrałam na poczcie pierwsze moje własne dyndałki. Pan pocztowy zostawił awizo wczoraj, bo akurat wyszłyśmy z dziewczynami na spacer do parku pokarmić kaczki. (Wracałyśmy tak, aby zdążyć na Pana pocztowego, ale jak raz przyjechał w 10 minut po naszym wyjściu.)
Na poczcie po raz drugi (bo byłam i wczoraj) - byłam samotna przy okienku. Ale zanim wszystko załatwiłam już za mną stało kilka osób. Wczoraj w ciągu pięciu minut przy jedynym czynnym okienku stało osiem osób, dziś - chyba z pięć.
Kolczyki dostałam takie:
_DSC1364.jpg

_DSC1367.jpg


A dziś Pan pocztowy odwiedził mnie powtórnie. I przyniósł takie cuda:
_DSC1377.jpg


Kupiłam je u eweLinki =): decoart.pinger.pl/. Plus bransoletka i zawieszka. Wczoraj wysłane, dziś dostałam. W szoku jestem!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

kinzetka
 
Wczoraj czekając aż ostygnie woda na mleko zaczęłam oglądać „Fakty”. Tak żałosnej manipulacji już dawno nie widziałam. Stacja podając wiadomości o manifestacjach w sprawie ACTA skupiła się na rozróbie w wydaniu kiboli i gładko przeszli z tematu ACTA na kwestię kibolstwa. Po raz setny mówili o popieraniu kiboli przez PiS i oczywiście po raz kolejny pokazali swój rozpieprzony wóz z Marszu Niepodległości z listopada ubiegłego roku.
Kwestii manifestacji poświęcili może 5 sekund.
Żałosne to było. O dziwo o wiele lepszy materiał ukazał się trzydzieści minut później w „Wiadomościach”.
  • awatar jacek23151: Ale najśmieszniejsze jest to, że wszystkie opcje to ACTA zgodziły się ratyfikować a jak pokolenie kwejka wyszło na ulicę to nagle Dziedziczak z Kaczyńskim boleją nad wolnością Internetu.
  • awatar eweLinka =): ciekawym jest fakt, że zaraz po podpisaniu ACTA'y Minister Cyfryzacji i Czegośtam-Czegoś podał się do dymisji. Oo ja to rozumiem: "Narozrabiałem i mogem se iść" Premier dymisji nie podpisał :)xD
  • awatar * Żmija Niczyja *: o widziałam wczoraj materiał o protestach w Lublinie i wypowiadał się jakiś chłopaczek -jakął i zacinał, bełkocząc w kólko to samo, na końcu rzucił "bo Acta jest zła" :P nosz, juz nie mogli bardziej elokwentnego dorwać, jakby specjalnie chcieli pokazać, że w protestach biorą udział półgłówki :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

kinzetka
 
*Paweł: Czy np. prywatny blog może być, w myśl ACTA, zamknięty bez żadnego powiadomienia? Czy są jakieś oficjalne interpretacje, czy to tylko przypuszczenia?*

Zgodnie z art. 12 porozumienia, sąd powinien mieć prawo zastosowania, bez wysłuchania drugiej strony, "szybkich i skutecznych środków tymczasowych" w celu uniemożliwienia naruszeń, jeśli istnieje ryzyko powstania szkody nie do naprawienia. Można więc sobie wyobrazić sytuację, w której blog, na którym dochodzi do naruszenia praw autorskich, jest zamykany przed poinformowaniem o tym jego właściciela.
Rozwiązania te podobne są do znanej prawu cywilnemu procedury zabezpieczenia powództwa. ACTA zawiera jednak gwarancje, by instrument ten nie był nadużywany. Przede wszystkim jego bezpodstawne zastosowanie przez dostawcę internetu może stanowić podstawę do ubiegania się o rekompensatę.
Niestety w polskich realiach zastosowanie środka tymczasowego może oznaczać długotrwałe "aresztowanie bloga". Ustalenie przez sąd, czy doszło do naruszenia prawa może zająć wiele lat. Poza tym istnieje ryzyko wywołania tzw. efektu mrożącego - osoba obawiająca się zamknięcia swojej strony, może nie zamieścić na niej materiału, który tylko potencjalnie może naruszać prawa autorskie.

Całość: wiadomosci.gazeta.pl/(…)Wszystko__co_chcecie_wiedzi…

Konkluzja? Któregoś dnia się obudzę, odpalę komputer i... nie będzie mojego bloga, albo hurtem - całego pingera :|
  • awatar jacek23151: trochę przesada, jest taka możliwość, ale jest ona podobna do zostania trafionym przez samochód.
  • awatar kochanica demona: @jacek23151: nie no tak, zobaczymy jak to wszystko wyjdzie w praniu
  • awatar myBaby: to by było przerażające !!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

kinzetka
 
_DSC0960.jpg

_DSC0962.jpg

_DSC0963.jpg

_DSC0965.jpg

_DSC0966.jpg

_DSC0972.jpg

_DSC0975.jpg

_DSC0999.jpg

_DSC1000.jpg

_DSC1005.jpg


Demon przywitał zimę po swojemu. Miś w południe stracił głowę. Wieczorem był już tylko wspomnieniem.
_DSC1003.jpg
 

kinzetka
 
A przez cały weekend obawiałam się, że wyprawa może nie dojść do skutku. W sobotnią i niedzielną noc śnieg padał we wszystkie strony świata naraz, pokrywał wszystko białą warstewką i... zaczynał topnieć po kilku godzinach.
W sobotę biel świata wygoniła mnie z domu już przed ósmą rano. Zrobiłam zdjęcia i wróciłam do ciepłego mieszkania nie czując opuszków palców. W południe cała biel zamieniła się w breję lub wodę.
_DSC0911.jpg

_DSC0922.jpg

_DSC0923.jpg

_DSC0924.jpg

_DSC0931.jpg

_DSC0936.jpg

_DSC0949.jpg

_DSC0951.jpg

_DSC0953.jpg

_DSC0958.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

kinzetka
 
O filmie Holland napiszę krótko: mnie się podobał. Owszem, widać echa kina w stylu hollywoodzkim, ale nie było żadnych tanich, a efektownych scen, nie było patosu i nie było natrętnego tonu moralizatorskiego.
Plusy „W ciemności”: zdjęcia Jolanty Dylewskiej, muzyka Antoniego Łazarkiewicza, genialna Kinga Preis, doskonały Robert Więckiewicz, wspaniały dźwięk – w końcu nie było tak, że muzyka głośno, a aktorów prawie nie słychać; sceny z dziećmi (małą Sochówną opowiadającą o Żydkach, kłótnia małych Chigerów o kredkę), sceny z getta lwowskiego i wiele, wiele innych.
Minusy „W ciemności”: Marcin Bosak, który nijak nie kojarzył mi się z graną rolą, tylko z „M jak Miłość”.
Patrząc na recenzje i opinie internautów widzę tendencję do tego, że wypada sobie ponarzekać na film. Że za długi, po co seks, że nudny, że za dużo patosu. Takie tam gadanie. Seks w wykonaniu Bosaka nie przekonywał, to fakt, ale scena Preis i Więckiewicza była tak naturalnie zagrana, jakbyśmy po chamsku zaglądali im do sypialni. Nie było scen zbędnych, każda miała jakiś cel, ukazanie wymuszonej ciszy i płaczu nie do opanowania, kontrastu pomiędzy zezwierzęceniem, a ludzkimi odruchami. Patosu w filmie nie było. Więckiewicz – Socha może i przeszedł wewnętrzną przemianę, ale nie znaczy to, że naraz stał się człowiekiem bez skazy, uwolnionym od wszelkich uprzedzeń. Jeśli zaś chodzi o nudę... Jednym się podobają komedie Pazury, innym filmy Holland. Jedni wolą filmy o miłości, inni o wojnie. Nie lubię Pazury, dobry film o miłości ciężko zrobić. (Co ciekawe udało się to poniekąd Holland, która ukazała prostą, acz trwałą miłość Sochów.)
Powtórzę się: mnie się podobało. I już.
w-ciemnosci.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

kinzetka
 
W niedzielę Panna Kubek przyszła popilnować dziewczyn, a my prawie galopem ruszyliśmy na pociąg. Mój nowy rekord: z domu na stację w 11 minut!
W Warszawie mieliśmy jeszcze trochę czasu i demon postanowił poszukać powietrza do komputera. A potem już nam się nie chciało szukać innej kawiarni, więc usiedliśmy w rogu Empik Cafe, ja z latte, demon z kawą z ekspresu i zaczęliśmy się zastanawiać na jaki film w końcu idziemy.
Zdjęcie0742.jpg


Docelowo miało być „W ciemności” Holland, ale i „Dziewczyna z tatuażem” kusiła. W końcu postanowiliśmy się trzymać pierwotnego planu.
_DSC1094.jpg


Poszliśmy do Kinoteki w PKiN-nie. Jak ja dawno nie byłam w kinie!!! Ostatnim razem byłam z Eksem na pokazie przedpremierowym „Taxi 4” (2007), a przedostatnim na... „Matriksie” (1999). I nawet nie chodziło o pieniądze, tylko o ten wieczny lęk, że zemdleję w kinie, że dostanę ataku paniki, że narobię wstydu sobie i innym, że będzie za dużo ludzi, że nie wytrzymam w ciemnej sali. Nawet na „Taxi 4” szłam, jak na ścięcie i zdecydowałam się tylko dlatego, że film trwał niecałe 90 minut.
Nieważne. Było minęło. „W ciemności” trwa ponad dwie godziny, ludzi było od metra. Po prawdzie to tylko dwa pierwsze rzędy były wolne i po fotelu, po dwa fotele na obrzeżach. Komórki nie dzwoniły, nikt popcornu nie podjadał, nie słychać było szelestu papierków.
Kiedy wyszliśmy, było już ciemno – teoretycznie. Bo cała okolica była rozświetlona. Zachwyciłam się niczym kobieta z głębokiej prowincji, jakbym pierwszy raz tyle świateł zobaczyła. Demon, w doskonałym humorze, powiedział:
- A to trzeba było powiedzieć, że chcesz się nocą po Warszawie poszwendać.
Zamiast szwendania, był kolejny galop na peron.
Zdjęcie0745.jpg


A po drodze do domu odebraliśmy żarełko na wynos i zrobiliśmy sobie szybką kolację. Mała była z początku na nas obrażona, że znikliśmy z jej orbity na kilka godzin i za nic nie chciała się do nas przytulić. A ja poczułam, jak bardzo się za nią i za młodą – stęskniłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

kinzetka
 
Dziś był taki dzień, że padam na pysk.
I to tyle w temacie.
 

kinzetka
 
Najpierw podsumuję: wstaliśmy tego dnia o jakiejś nieboskiej godzinie, potem przeprawa po dworcach, pięć godzin jazdy (i stania), potem przyjazd i krótkie zwiedzanie zabytkowego parowozu i wreszcie dotarcie do Zdun.
Kawa i spacer z małą po Rynku (młoda czuła się zbyt zmęczona, bidulka). W drodze na Rynek minęliśmy muzeum, bibliotekę i dawny kościół ewangelicki zamieniony obecnie na... dom pogrzebowy.

Biblioteka w Zdunach, trzykrotnie mniejszych od Brwinowa (i dobre kilkaset lat starszych) jest co by nie mówić podziwu godna. Tak budynek, jak jej zbiory (o połowę większe niż brwinowskie), pełna komputeryzacja i możliwość wypożyczenia książki przez internet (w Brwinowie dzwonię, jeśli chcę się dowiedzieć czy dana książka jest już dostępna).
Od dwudziestu lat siedziba biblioteki mieści się w budynku po Zasadniczej Szkole Zawodowej, gdzie na parterze znajduje się posterunek policji. Dość dziwne połączenie, ale obie strony na tym zapewne korzystają ;).
_DSC2841.JPG

_DSC3100.JPG

_DSC3101.JPG


Muzeum, a dokładniej Izba Muzealna, wchodzi w skład Zdunowskiego Ośrodka Kultury. Funkcjonuje w zabytkowym domu mieszczańskim z przełomu XVII i XVIII wieku. Nie zdążyliśmy zwiedzić muzeum z braku czasu i żałuję. Chodząc po stronach internetowych dotyczących Zdun, zobaczyłam dziedziniec muzeum i się zakochałam. Dobry powód by wrócić i nadrobić braki. Tak to niestety jest, jak się przez dekadę choruje i zapomina o podstawowej zasadzie: dowiedzieć się jak najwięcej o miejscu, do którego się jedzie.
_DSC3103.JPG

_DSC1406.JPG

_DSC1407.JPG
 

kinzetka
 
Na urodzinach małej były dwa ciasta. Jedno takie, którego mała mogła spróbować i drugie typowe do kawy i raczej dla dorosłych. Robi się je dość szybko. Była to moje pierwsze podejście do czegokolwiek z żelatyną i małe potknięcie się zdarzyło.  Na smak wpływu co prawda nie miało, ale mus nie wyszedł tak klarowny, jak bym chciała, bo dałam zbyt ostudzoną żelatynę.
Przepis znalazłam tutaj: www.kwestiasmaku.com/(…)przepis.html…

Składniki:

Ciasto:
- 150 g masła
- 150 g połamanej na kostki ciemnej czekolady
- 5 dużych jajek
- 1 łyżka kakao
- 175 g drobnego cukru do wypieków

Mus:
- 100 g masła
- 100 g połamanej na kostki ciemnej czekolady
- 3 duże jajka
- 2 łyżeczki kakao
- 115 g drobnego cukru do wypieków
- 2 łyżeczki żelatyny w proszku, rozpuszczonej w 80 ml ciepłej wody


Ciasto: W kąpieli wodnej rozpuścić masło z czekoladą. Ostudzić. Zmiksować żółtka z kakao, dodać do ostudzonej czekolady i wymieszać. Mikserem ubić białka na sztywną pianę, dodawać partiami cukier i miksować przez 2-3 minuty, aż piana będzie gęsta, sztywna i błyszcząca.
Ubite białka wymieszać z masą czekoladową i wlać do przygotowanej formy, piec przez 25-30 minut w temperaturze 180°. Wyjąć z piekarnika i ostudzić w formie (ciasto opadnie, tworząc wgłębienie, które wypełnimy musem).

Mus przygotowujemy podobnie, ale dopiero kiedy spód ostygnie. W kąpieli wodnej rozpuścić masło i czekoladę. Ostudzić. Zmiksować żółtka z kakao, dodać do ostudzonej czekolady i wymieszać. Mikserem ubić białka na bardzo sztywną pianę, dodawać stopniowo cukier i miksować przez 2-3 minuty, aż piana będzie gęsta, sztywna i błyszcząca.
Ubite białka wymieszać bardzo delikatnie (nie niszcząc piany) z ostudzoną masą czekoladową oraz rozpuszczoną w wodzie żelatyną (również ostudzoną). Masę wylać na środek upieczonego spodu.
Ciasto przykryć, uważając, aby nie naruszyć delikatnego wierzchu musu czekoladowego. Wstawić do lodówki na minimum 4 godziny lub najlepiej na noc. Kroić gorącym nożem (sparzonym wrzątkiem).

Mój mus był tak gęsty, że delikatność gdzieś zanikła :P. Zobaczymy jakie będzie drugie podejście.
_DSC0696.jpg
 

 

Blog tylko dla dorosłych

Dalsze strony zostały uznane przez właściela bloga za zawierające treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich (mających ukończone 18 lat). Strony te zawierać mogą w szczególności treści o tematyce erotycznej, a także treści drastyczne lub inne przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując się na zapoznanie z treścią tych stron, czynisz to na własną odpowiedzialność.

Korzystanie ze stron zawierających treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich następuje na ryzyko osoby decydującej się zapoznać z takimi treściami.

Oświadczam, że mam ukończone 18 lat i wchodzę na własną odpowiedzialność.